Popraw swoją ekspresję

Popraw swoją ekspresję

Powody, dla których wyrażamy się w pewien określony sposób leżą głębiej, niż mogłoby się to wydawać. Są osadzone w historii komunikacji międzyludzkiej i z niej wynikają. Jaki wpływ na nasze codzienne życie ma tradycja interakcji dwóch jednostek? Czy możemy odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego jedno zachowanie „wypada”, a po jego delikatnej modyfikacji jest już nie do przyjęcia w towarzystwie? Poświęćmy chwilę na zastanowienie się, w jaki sposób się wyrażamy i przyjrzyjmy się naszym formom ekspresji, aby znaleźć rozwiązania na toksyczne sytuacje w miejscu pracy, rodzinne kłótnie, czy nawet realizację niespełnionych marzeń.

Czym jest forma?

Polski język i kultura, jak każde zresztą, rządzą się swoimi prawami. Trzeba dostosować się do nich, aby nie zostać opacznie zrozumianym. Ilekroć rozmawiamy z inną osobą, stosujemy formę wypracowywaną latami przez nas samych na podstawie własnych przeżyć. A one nie są pozbawione wpływu formy i kontaktów z ludźmi, którzy spotykając nas posiadali już swój bagaż doświadczeń. W momencie nowego spotkania dwóch osób następuje zderzenie, dostrojenie i dopełnienie formy, a w rezultacie wytwarzają się nowe metody kontaktu międzyludzkiego.

System według którego odbieramy, przetwarzamy i wysyłamy informacje jest nieustannie zmieniającą się kolekcją wspomnień. To z jednej strony masowa tożsamość, a z drugiej nakładka na świat z logiem białego orzełka z koroną. Nie trzeba na przykład pytać osoby, z którą czekamy w kolejce za kebabem, jakie są jej emocje związane z rokiem 1410. Na pewno uśmiechnie się w duchu, bo „pokonaliśmy Krzyżaków! Oj, jak pokonaliśmy!”.

Bo nasza forma to wypadkowa interakcji naszych rodziców, dziadków i wszystkich pokoleń żyjących przed nami i posługujących się tym samym kodem kulturowym co my. My też rozwijamy ją za każdym razem, gdy stajemy twarzą w twarz z inną osobą. Ale co więcej forma to wszystkie sposoby służące przeniesieniu naszych wewnętrznych stanów poza obręb ciała i wpłynięcia na otoczenie. A innymi słowy wyrażanie emocji, uczuć i wszelakich wytworów umysłu za pomocą języka, mowy ciała i zachowań dopasowanych do sytuacji tak, aby rozmówca zrozumiał nas zgodnie z intencją. 

Analiza formy jest trudna do wykonania, ponieważ jedynie zmiana perspektywy, a więc kontakt z inną formą, stwarza punkt odniesienia, do którego możemy porównać swoją. W naszych rodzinnych stronach dobrze widziane jest na przykład:

1. Unikanie absurdu w wypowiedzi
2. Na imprezie być szczęśliwym, a na pogrzebie smutnym
3. Nie odzywanie się publicznie
4. Nie dotykanie rozmówcy
5. Ograniczenie gestykulacji
6. Nie uśmiechanie się za dużo, bo ktoś szczęśliwy uchodzi za wariata
7. Powstrzymanie się od prawienia komplementów, „bo wypowiada się je tylko, aby coś zyskać”
8. Nie wspominanie o złym samopoczuciu, „bo ktoś może mieć gorzej i ciężej”
9. Unikanie tematu własnych słabości, „bo ktoś mógłby je wykorzystać”
10. Nie opowiadanie o sukcesach, „bo to przechwałki”
11. Omijanie rozmowy o swoich wadach, bo przecież to „fałszywa skromność”

Jak nas ogranicza?

Największą zaletą ogólne przyjętej formy jest to, że każdy godząc się przyjąć oddając cząstkę własnej indywidualności możne bez większych problemów porozumieć się z wszystkimi  posługującymi się tym samym systemem. I wszystko wyglądałoby pięknie, gdyby nie pojawiające się w życiu komplikacje nieprzyjemne sytuacje, ukazujące usterkę w działaniu tej maszynerii. Czasem jest to brak zrozumienia, a gorzej, gdy nieporozumienie. Ono bowiem może być i czasami jest tragiczne w skutkach. 

Chcemy budować nasz wizerunek tak, aby wypaść lepiej w oczach innych ludzi. Lepiej według społecznej konwencji. Żeby dane zachowania stały się zrozumiałe dla szerszej publiki, pojawiło się w kulturze rozróżnienie na te, które „wypadają” i na te niewłaściwe, czy niedostosowane do sytuacji. W momencie narodzin zakładany jest na nas kaganiec, który już do końca życia będzie nam ciążył. 

Większość mężczyzn, jakich znam, wkłada mnóstwo energii w to, żeby być uważanym za „twardego” i „normalnego”. Panie chcą być „porządne” i „miłe”. Cała ta farsa, której celem jest ogłupienie otoczenia wynika z tego, czego byliśmy uczeni w młodym wieku, ale jest także rezultatem naszych doświadczeń. Tak postępowali nasi rodzice i z mniejszym lub z większym powodzeniem wiodło im się w życiu. Tak postępowali nasi dziadkowie i również udało im się coś osiągnąć. Moim celem nie jest moralizatorstwo i wskazanie, że przymiotniki „mądry” albo „dobroduszna” wyglądałyby lepiej na miejscu „twardego” i „porządnej”. Nie jest nim również dziecinnie naiwne narzekanie na to, jak wygląda nasz świat. Pragnę zdemaskować pewne zwyczaje oraz pokazać, jak śmieszne są nasze interakcje z innymi ludźmi. 

Pytanie więc, czy możemy poskromić społeczne instynkty i dać się ponieść prawdziwej ekspresji. Nazwać własnym językiem siebie i świat, a potem określić własny do niego stosunek. Zerwać więzy łączące nas z tradycją i tym, co powtarzali nam nasi rodzice. Stać się autentycznym na tyle, żeby wykrzyczeć swoje imię i pozostać przy tym zrozumiałym na tyle, żeby ktoś je usłyszał. To twórczość Witolda Gombrowicza jest inspiracją do tych rozmyślań. On sam zabiera stanowisko w tej sprawie i pisze o problemie w Ferdydurke, czy w Dzienniku. Człowiek nie może oderwać się od interakcji z innymi ludźmi i jest na nich skazany. Człowiek istnieje w oparciu o drugiego człowieka. On go stwarza i daje mu osobowość. Warto jednak zauważyć, że nie jest niemożliwe stworzenie przestrzeni, w której przestanie czuć się niepełnie, czy niewłaściwie, w której będzie mógł rozwinąć skrzydła i wzlecieć.

To w sumie nie na temat, ale mnie naszło

Filozofia obecnych czasów pcha nas do zaspokajania szczęścia w sposób jedynie materialny. Ja proponuję coś innego. Zachęcam do zbadania swojego wnętrza i znalezienia zakamarków, w których znajdują się zakurzone myśli, zapomniane problemy i uczucia odłożone na później. A następnie do uzewnętrznienia się i przekazania ich swojemu otoczeniu. To jest recepta na przetrwanie w XXI wieku, w czasach, gdy zapomina się o duchowości. Krytyka wiary i ucieczka od religii pozostawiają po sobie próżnię, a coraz to nowsze zabawki nie zastąpią wyższych potrzeb. Ale zbadanie siebie, przyjrzenie się aspektom swojego zachowania, które standardowo pomijamy i znalezienie sposobu na powiedzenie światu o własnych ułomnościach przynosi ukojenie. To jak darmowe rozgrzeszenie, katharsis, albo oczyszczenie. Tylko wymykając się formie, albo tworząc taką, która umożliwi pozbycie się zasłony kłamstw, utorujemy drogę do zrozumienia człowieka-jednostki. Każdy, kto zreperuje swoją kulawą duszę w taki sposób natychmiast daje lajka na facebooku! 😀 

Samorozwój a forma

Ludzie, którzy zapragnęli czegoś więcej i chcą nad sobą pracować zrobili już pierwszy krok w dobrym kierunku. Autoanaliza i samokrytycyzm to cenne umiejętności, ponieważ: po pierwsze pozwalają na dostrzeżenie potrzeby samorozwoju, a po drugie dają napęd do realizowania tej potrzeby. Wczesne próby zrobienia pożytku z różnego rodzaju szkoleń dają złudne poczucie zwycięstwa. W naszym własnym mniemaniu poprawia się odbiór naszej osoby, aprobata na twarzach ludzi z bliskiego otoczenia dodaje otuchy, a dbanie o  jakość wypowiedzi, czy pozę podczas wystąpień publicznych buduje wizerunek profesjonalisty.

Wszystko to robione w przeświadczeniu, że samorozwój poprawi naszą pozycję w pracy, przyniesie pieniądze i ostatecznie przyczyni się do realizacji marzeń. I jest to nie tyle błędne założenie, co niedoprecyzowane i w tym leży cały szkopuł. Bo odbiór pojęcia „rozwój” jest różny dla osób, o odmiennym charakterze i pochodzeniu. Wyobraźnia daje nam dostęp do obrazów rzeczy wielkich, a studiowanie żywotów najwybitniejszych jednostek oraz przyjmowanie rad od czempionów branży dostarcza narzędzi do wzbicia się na wyżyny. Czy jednak? 

Po głębszej analizie można wyciągnąć ciekawe wnioski. Ludzi sukcesu, których stawiamy na piedestale łączy skłonność do zagrań niestandardowych. W swoich dążeniach raczej wychodzą z formy. Rozpychają się łokciami pośród rzeszy przeciętniaków i zaskakują nietypowym zachowaniem, które w oczach reszty społeczeństwa uchodzi za nieprzemyślane albo nawet nieprzyzwoite. Ich czar polega na tym, że magnetyzują swoich obserwatorów śmiałością, zdecydowaniem i swobodą. To właśnie daje im przewagę nad innymi oraz toruje drogę do sukcesu. 

Kolejną fazą wtajemniczenia, po uświadomieniu sobie swoich niedoskonałości jest odrzucenie formy. Cały ten samorozwój to obcowanie ze światem na kolejnej ograniczonej płaszczyźnie bez szans z siłą autentycznego przekazu. Nic wam nie da sztuka retoryki, wasze gesty i postawy, kiedy forma cały czas was ogranicza. Przestańcie chcieć się ludziom podobać, odłóżcie próby zapanowania nad ich emocjami i uczuciami, skończcie mówić im to, co chcą usłyszeć. Zaprezentujcie siebie i swoją osobowość. To co w was wyjątkowe. Swoje prawdziwe ja, z jego urokami, z jego atutami i ułomnościami. Znajdźcie swój własny język i opiszcie nimi rzeczywistość tak, jak ją widzicie. Zacznijcie wyrażać własne myśli, uczucia oraz stany emocjonalne tak, jak uznacie to za właściwe. A otoczenie, czy sobie zdaje z tego sprawę, czy nie, doceni waszą autentyczność i pokocha głos jednostki. Bo będzie jej własny. Jedyny w swoim rodzaju. Niepowtarzalny.

Zrozumcie, że dopóki nie zdobędziecie się na oryginalność (a oryginalność oznacza bycie innym niż reszta, a więc bycie narażonym zarówno na niezwykle korzystne jak i negatywne rezultaty swoich zachowań!) zawsze stawiani będziecie obok kogoś.

„Jesteś odważny jak X” 
„Jesteś śmiała, tak jak Y”
„Postąpiłeś właściwie, tak jakby to zrobił Z”

Więc jeśli pragniecie być ponadprzeciętni, nie wystarczy postępować tak, jak wasza matryca, bo jedyne co osiągniecie to miano przepięknej odbitki swojego idola. Żeby stać się wybitnym, musicie rozbić powszechnie uznaną formę i uciec od niej raz na zawsze!

Ten post ma 13 komentarzy

  1. Vega 77

    Interesujące, z przyjemnością przeczytałem i czekam na więcej, 🙂

    1. Wojtek

      Dzięki 🙂 na pewno niedługo pojawią się kolejne wpisy

  2. Globfoterka

    Hmm… Niektórzy ludzie tak bardzo silą się na oryginalność, że powoli zatracają się w tej pozie, co też nie jest dobre. Bycie po prostu sobą jest najtrudniejszym zadaniem wg mnie. Robienie czegoś w zgodzie ze sobą i bycie autentycznym jest najlepszym sposobem na wyróżnienie się.

    1. Wojtek

      Tak, dokładnie. To właśnie to cenimy najbardziej w innych- ich unikatową osobowość. Więc dlaczego ją hamować? Lepiej dać jej upust 😀

  3. Agata

    Moje ostatnie dostrojenie z nowo poznaną osobą po kilku spotkaniach – Ona: „Kurwa… sorry, przeklinasz?” 🙂

  4. Dominik

    Dziś mam chyba dysfunkcję mózgową bo dopiero za trzecim razem ogarnąłem to o czym piszesz 😉 Jak już doszedłem to zacząłem odnosić to co piszesz do siebie. Zacząłem zastanawiać się nad moją formą, ekspresją … Nie wiem czy to było Twoim celem -ale zmusiłeś mnie do drobnej autorefleksji. Z ciekawości muszę spojrzeć w poprzednie wpisy…

    1. Wojtek

      Wcale mnie to nie dziwi 😀 Sam spędziłem mnóstwo czasu zastanawiając się, co ja właściwie chcę napisać i w jakiej formie. Ale cieszę się z Twojej reakcji. Mam po prostu nadzieję, że jestem w stanie zmienić coś na lepsze w życiu innych ludzi i jeżeli tylko tak będzie to będę się cieszyć 🙂

  5. Małgosia

    Niezwykle ciekawe są nasze wzajemne relacje… To jak je świadomie budujemy, często nie zdając sobie sprawy, ile rożnych czynników, również niezależnych od nas samych ma na nie wpływ.:)
    Interesujące refleksje skłaniające do przemyśleń. Brawo! Takie wartościowe artykuły czyta się dziś z wielką przyjemnością.:):):)

    1. Wojtek

      Dzięki za miłe słowa. Mam nadzieję, że wyciągniesz coś z tego, i że wrócisz tu po kolejne dawki przemyśleń 🙂

  6. Rafał

    Zawsze miałem problem z ekspresją, szczególnie mową ciała. Ciągłe przeświadczenie, że robię coś nie tak. A to nie jest jednak mój problem, tylko innych osób, że są tak zamknięte na „inność”.

  7. Miye

    „Nie dotykanie rozmówcy” – to jednak moim zdaniem bardzo dobry punkt. Nie każdy lubi cudzy dotyk, szczególnie gdy jest to osoba obca.

  8. Karolina

    Ramy kulturowe o których piszesz zaczynają mnie niekiedy uwierać. Ja dodałaby do tych rozważań jeszcze jeden punkt- mówienie na pan i pani, bo świadczy to o szacunku. Tylko problem polega na tym, że:
    a) szacunek nie zawsze działa w wie strony
    b) różnica wieku jest wytykana przez owe „Panie” twierdząc, że przecież my jesteśmy kilka lat młodsi, więc przeżyliśmy mniej i mamy inne doświadczenia. I nie! Nie mówię tu o różnicy 40, 30, a nawet 10 lat, ale ostatnio usłyszałam takie słowa od kobiety starszej ode mnie cztery lata, który mój brak wiedzy o życiu oceniła na podstawie braku posiadania dzieci. Tylko i wyłącznie. Nie znała mnie, nawet nie zamieniła ze mną zdania. I na tej podstawie również proponowała, bym mówiła do niej na Pani, bo przecież jesteśmy na innym poziomie życia. 😉
    c) Tworzymy niepotrzebne nikomu dystanse. 😉
    Inną kwestią jest też to o czym wspominasz, kwestie uśmiechu i jego braku. 😉 Jeżeli mówisz, że jest Ci dobrze i potwierdzasz to nie tylko słowami, ale też dokonaniami i czynami to pewnie ukrywasz mroczne tajemnice lub jesteś skryty. Serio? 😀

    Sorry za emocjonalny komentarz, ale wpis jest mega potrzebny! I ważny! Popadamy ze skrajności w skrajność. Wpadamy w swoje pułapki, zastawione przez innych ludzi. Na szczęście to się powoli normuje i trzymam kciuki za to, żebym ja jeszcze doczekała takich chwil, że po prostu będziemy żyć tak jak chcemy bez wtrącania się innych w to jak powinniśmy mówić, żyć, wyglądać, ubierać się, co wyznawać i czym się kierować!!! Dzięki! <3 Będę wpadać częściej! <3

Dodaj komentarz