Plusy i minusy studiowania medycyny

Plusy i minusy studiowania medycyny

Co wiąże się z pójściem na sześcioletnie studia, na jedną z kilkunastu uczelni oferujących kierunek lekarski w Polsce? Jakie są zalety, a jakie wady studiowania medycyny? Jak mijają nam dni? Czego możesz być pewien oprócz ciężkiej pracy w krwi i pocie? Jak kliknąłeś w ten artykuł, a dopiero wybierasz się na studia, to serdecznie GRATULUJĘ! Właśnie podjąłeś pierwszą dobrą decyzję przed rozpoczęciem studiów medycznych, robisz research i chcesz dowiedzieć się, jak będzie wyglądała Twoja przyszłość, albo jak może ona wyglądać. Najlepiej od razu zajrzyj jak przetrwać I rok medycyny. Nie oszukujmy się, te wymagające studia potrafią dać w kość, ale przynoszą też mnóstwo satysfakcji. Na samym wstępnie życzę Ci wielu sukcesów i szczęścia. Na pewno sobie poradzisz. Mała uwaga: nie sugeruję podejmować wiążących decyzji w oparciu o ten tekst, ale traktować mój komentarz z przymrużeniem oka. Podaję jedynie swoje opinie, a fakty pomijam. W końcu o to chodzi, chcesz wiedzieć, jak wyglądają studia oczami człowieka, którego los będzie Ci dane podzielić. Od studenta medycyny dla przyszłych studentów medycyny, zaczynamy!

+ Wszyscy dookoła cię respektują

Zazdrosne spojrzenia, blaski reflektorów, setki fanów. Właśnie streściłem karierę celebryty w jednym zdaniu. Studiowanie medycyny i bycie sławnym mają ze sobą coś wspólnego. Z kilkoma wyjątkami mianowicie spojrzenia dostajemy od medycznych wannabies, skąpani jesteśmy w blasku lamp z IKEI palących się do wczesnych godzin rannych, a nasi fani to pacjenci. Będę szczery mówiąc, że już samo studiowanie medycyny podnosi status społeczny. Nigdy wcześniej przed podjęciem studiów nie czułem, że wywołuję przed innymi ludźmi respekt. Ale jest to najbardziej widoczne podczas paradowania po szpitalnych korytarzach w fartuchu. Ten moment, w którym przywdziewamy fartuch jest magiczną chwilą, w której drastycznie zmienia się postrzeganie nas. Pacjenci patrzą na nas z głębokim szacunkiem i zwracają się do nas per panie doktorze. My sami pojawiamy się na ustach naszych rodziców, którzy z dumną chwalą się sąsiadom i znajomym swoimi pociechami. Lekarz w rodzinie jest jak trofeum, stawia się go na piedestale i pielęgnuje. Ludzie zdają sobie sprawę, że wykonujemy mnóstwo pracy i wkładamy w nią serce, zdrowie i czas, nierzadko poświęcając rodzinę i znajomych. Wiedzą też, że znajomość z lekarzem może się przydać, ponieważ w potrzebie taki potrafi przyjechać, zbadać, następnie zdiagnozować chorobę i załatwić lekarstwa. W społeczeństwie ceni się taką bezinteresowną pomoc. Będąc studentem kierunku lekarskiego znajomi będą chcieli poznać cię bardziej, a nieznajomi zmienić status znajomości. Przygotuj więc swoje social media na nieunikniony szturm. Plotki głoszą, że siła zawodu jest tak mocna, że istnieje nawet podryw „na studenta medycyny”. Nie wypowiem się na ten temat, a ocenę pozostawiam jak zwykle czytelnikom.

+ Studia są dobrą wymówką na wszystko

Nie masz ochoty wyjść ze znajomymi na kawę? Nic nie szkodzi, przecież studiujesz MEDYCYNĘ. Każdy zdaje sobie sprawę z tego, z jakimi wyrzeczeniami wiąże się wybór tego kierunku. Nikt nie wie jednak, czy w danym momencie przeżywasz piekło i grunt pali Ci się od nogami przed kolejnym kolosem, kiedy każda sekunda jest na wagę złota, czy obijasz się oglądając seriale na Netflixie, bo niedawno wyszedłeś z piekła. Możesz wykorzystać to na swoją korzyść! To wspaniała wiadomość, ponieważ jeżeli planujesz ominąć nudną imprezę rodzinną, albo wolisz zostać w domu, zamiast bawić się kolejny raz na mieście, masz wiarygodną wymówkę i nikt nie odważy się tego kwestionować. Uwierz mi, słowo medycyna to potężna broń i kiedy nauczysz się używać go mądrze, staniesz się szczęśliwszym człowiekiem.

+ Zadajesz się z intelektualną elitą narodu

I to był dla mnie jeden z najważniejszych argumentów przemawiających za podjęciem studiów lekarskich. Nikt mi nie wmówi, że otoczenie nie ma znaczenia. Oczywiście w każdym miejscu można zdać się kompletnie na siebie ignorując nowe towarzystwo, ale medycyna zapewnia komfort i spokój ducha już na start, gdyż dostajemy poniekąd gwarancję, że na pierwszym wykładzie spojrzymy sobie w oczy z osobami o najwyższych osiągach na polu nauki w kraju. Elitarność medycyny przyciągała mnie do tego kierunku od lat, marzyłem o spotkaniu z ludźmi, którzy mają sporo do powiedzenia na więcej niż garść tematów, z ludźmi o szerokim spektrum zainteresowań, z ludźmi, którzy będą inspiracją dla mnie. To przekonanie o nieróżnorodnej grupie, z którą będzie mi dane dyskutować na wszystkie tematy i być może również przedsięwziąć coś wielkiego, pchnęło mnie ku medycynie. I faktycznie tak jest. Jednego mojego kolegę fascynuje piercing i tatuaże, innego filmy i może polecić mi nowości na każdy miesiąc, a jeszcze inny uwielbia historię i aktualnie pisze pracę o gazach bojowych, więc czasem mówi mi o postępach. Uważam, że środowisko, w które trafiamy ma ogromny wpływ na nasz rozwój. Dlatego studia medyczne dzięki tworzącej je społeczności są takie cenne. Po pierwsze wzbogacają naszą wiedzę, zwyczaje i charakter. A po drugie niezwykle motywują do poszukiwania wiedzy, szukania odpowiedzi na dręczące nas pytania. Istnieją tysiące książek i zbiorów zawierających przydatne informacje umożliwiające nam bardziej wnikliwy wgląd do tego, jak działa świat. Dzięki połączeniu erudycji towarzystwa z wymogami stawianymi przez medycynę powstaje kierunek promujący kształcenie się w ogóle. Ale wracając do tematu, spotkasz tu wyborowe towarzystwo, które wyróżnia się błyskotliwością, elokwencją i uporem. Życzę ci, żebyś odnalazł je także na swoich studiach.

+ Medycyna daje mnóstwo możliwości

A to kolejny fenomenalny aspekt studiów. Medycyna jak żaden inny kierunek, otwiera wiele drzwi i ścieżek. Na pierwszym roku, co prawda, sam nie byłem mocno zaangażowany w dodatkowe aktywności, ponieważ bałem się poświęcać zbyt dużo czasu na tematy niezwiązane ze studiami. Dopiero później uświadomiłem sobie, że nie należy traktować wszystkiego, co nie jest czytaniem podręcznika, za niezwiązane z medycyną, a raczej, za aktywność „dodatkową”, ponieważ, lekarz nie może być tylko ekspertem na własnym poletku, ale powinien znać się na wszystkim. A przynajmniej im bardziej światły będzie, tym łatwiej przyjdzie mu praktykowanie zawodu w przyszłości. Jeżeli takie rozumowanie cię przekonuje, to wspaniale! Może nie będziesz miał wyrzutów sumienia wychodząc do kina. No i nie zapominajmy, że jesteśmy elitą 😀 W związku z tym spoczywa na nas więcej obowiązków, niż mogłoby się wydawać. Społeczeństwo oczekuje od nas czegoś więcej, niż tylko wykonywania zawodu. Ale jakie możliwości daje medycyna? Przede wszystkim dziesiątki konferencji, praktyki kliniczne za granicą oraz wymiany naukowe. Nie wspominając o Erasmusie i wszystkich innych wydarzeniach na uczelni. Zaczynając od konferencji; jest ich mnóstwo, zarówno tych o wąskiej, specjalistycznej tematyce i nieprzeznaczonych dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z medycyną, jak i tych bardziej uniwersalnych i przystępnych. Wśród tych drugich znajdują się chociażby Medycy dla Afryki, czy Lex Medica. Zdecydowanie polecam Ci zapoznać się z szeroką ofertą konferencji na terenie kraju i za granicą oraz nie wahać się w nich uczestniczyć, jeśli tylko ich tematyka jest zbieżna z Twoimi zainteresowaniami. Nie oszukujmy się, pierwszy, czy drugi, a może nawet i trzeci rok to nie czas, w którym będziesz merytorycznie przygotowany na uczestnictwo w większości z nich, ale możesz posłuchać ciekawych prelegentów, wypić z nimi kawę, czy wymienić się kontaktami. Na ogół są nimi ludzie z pasją, posiadający wiedzę w wąskiej dziedzinie, którzy mogą stać się dla ciebie inspiracją. Poza tym, konferencje mogą służyć podsyceniu Twojej pasji, dzięki temu, że dają namiastkę tego, co spotka nas w praktyce. Dobrze wyrwać się na chwilę z rutyny i przypomnieć sobie, dlaczego wybrało się właśnie ten, a nie inny kierunek studiów. Wymiany kliniczne i naukowe to również atrakcyjna część studiowania. Oferowane przez organizację studencką IFMSA-Poland dają możliwość spędzenia wakacji w niepowtarzalny sposób. Oprócz możliwości poznania studentów medycyny z całego świata mamy okazję wziąć udział w projektach naukowych i rozwijać w danym obszarze, albo zapoznać się z mechanizmem działania zagranicznych szpitali i dowiedzieć się czegoś nowego o wymarzonym oddziale. Zaangażowanie się w działalność stowarzyszenia IFMSA-Poland jest czymś odważnym i wskazuje na ogromne pokłady motywacji, tak nieczęsto spotykane w środowisku studentów medycyny, w większości zapatrzonych tylko w podręczniki akademickie. Nie bój się spróbować, ponieważ szkoda byłoby nie wycisnąć czego się da z sześciu lat studiów, a z doświadczenia wiem, że wiele osób jest zdolnych zrobić więcej, niż im się wydaje.

– Monotematyczność

Dla moich kolegów medycyna to pasja, a dostanie się na nią- osiągnięcie największego celu w życiu. Nic więc dziwnego, że lubią dyskutować na swój ulubiony temat. Niestety robiąc to, często ograniczają się tylko do niego, co dla osób o szerszych horyzontach bywa męczące. Zauważyłem, że osiągnięcie balansu pomiędzy studiami, a zainteresowaniami jest wyzwaniem. Nie chodzi o to, że nie da się poświęcać czasu na te drugie. Praca w pewnym trybie przyzwyczaja do sprawdzania wytycznych danego zakładu, uczenia się, pytania innych grup o materiały i zaliczenia, a rutyna obniża chęci do wyrwania się z cyklu. Tak, zainteresowania inne niż medycyna schodzą na dalszy plan, a w efekcie przed każdymi zajęciami daje się usłyszeć takie rozmowy:

  1. Obawy przed materiałem, na którego naukę poświęciło się zbyt mało czasu
  2. Obgadywanie asystentów, którzy są nieprzewidywalni
  3. Obstawianie pytań, które pojawią się na wejściu/kolosie/egzaminie

Naturalnie w wolnym czasie, na przykład po zajęciach następuje płynna zmiana tematów na:

  1. Obawy przed wynikami, ponieważ na naukę poświęciło się zbyt mało czasu
  2. Obgadywanie asystentów, którzy są wymagający
  3. Omawianie pytań z wejść/kolosów/egzaminów

Tak, chcę zarzucić naszej lekarskiej społeczności monotematyczność. Chyba nawet wielu ją zauważa, ale po prostu do niej przywykła, albo jest ona składową pasji, którą darzą medycynę. Ten zawód ma to po prostu do siebie i już na studiach daje się odczuć przedsmak przyszłej pracy. Najlepsi studenci są skupieni na nadążaniu za materiałem, przy okazji zaniedbując wszystkie inne aspekty swojego życia.  A szkoda, ponieważ uważam, że gdyby koledzy i koleżanki z lekarskiego poświęcili na swoje hobby więcej czasu, uczyli by się efektywniej, narzekali mniej i byliby szczęśliwsi. 

– Co 5 minut słyszysz pytanie o specjalizację

Na jaką specjalizację idziesz? Czy wybrałeś już specjalizację? Wiesz już, co chcesz robić po studiach? Nie ważne, czy właśnie spożywasz wigilijny barszcz, delektujesz się piwem ze znajomymi, czy łowisz ryby podczas snu (tak, miałem taki sen). Zawsze, nawet w najmniej oczekiwanym momencie, usłyszysz to podstępne pytanie. O dziwo wszystkich dookoła interesuje Twoja przyszłość bardziej niż cokolwiek innego. Możliwe, że jest to po po prostu wygodny temat, a być może ktoś planuje wizytę u specjalisty na 10 lat w przód. Nie zdziwiłbym się. Niemniej jednak przygotuj się, że obudzony w środku nocy będziesz musiał wyrecytować pewną formułkę. Naucz się jej. W dwóch językach! (jeśli często przebywasz za granicą). 

medycyna specjalizacja ból głowy

– Masz mniej wolnego czasu niż Twoi znajomi

Jako jedyny ze swojej paczki wybierasz się na medycynę? Ktoś wybrał kierunek, o którym nigdy nie słyszałeś, ktoś inny pójdzie na ekonomię, czy zarządzanie, a jeszcze inny nie dostał się na medycynę i idzie na biotechnologię? Brawo! To pierwszy krok do twojego wykluczenia z grupy. Kiedy reszta świata będzie przeżywała jakąś tragedię, albo świętowała zwycięstwo w walce z terrorystami, kiedy twoi kumple będą chcieli wyjść na miasto, ty będziesz zakopany gdzieś głęboko pod stosem książek. Tak na prawdę jest to cena, którą płaci się za studiowanie medycyny. Na pewno medycyna to nie liceum, w którym beztrosko wychodziłeś kilka razy w tygodniu nie przejmując się sprawdzianami, które nie miały dla ciebie żadnego znaczenia. Nie chcę nikogo straszyć, ale na lekarskim nad każdym wisi realna groźba niezaliczenia przedmiotu, a więc i roku. Według mnie trzeba się na prawdę postarać, żeby doprowadzić do „repety”, ponieważ istnieje co najmniej kilka mechanizmów zabezpieczających przed taką sytuacją. Najczęściej zdarza się to tym, którzy stracą motywację do nauki i przed egzaminami przestaną wierzyć w swoje możliwości. A więc groźba, choćby bardzo odległa sprawia, że przyszli lekarze przykładają się do nauki i starają się o jej systematyczność. Co jest oczywiście powodem, dla którego mniej chętnie niż studenci innych kierunków spotykają się ze znajomymi. Nie twierdzę, że nie stracisz kontaktu ze swoimi dotychczasowymi przyjaciółmi, bo to przypadki marginalne, ale uważam, że możesz się przygotować na sytuację, w której wasz kontakt się osłabi. Przecież każdą przyjaźń należy pielęgnować, a to oznacza wydatek czasu. W dodatku poznasz ludzi z nowej grupy, z którymi nawiążesz relacje oraz będziesz dzielił plan, priorytety i humor. To wszystko na pewno odciśnie piętno na twoich dotychczasowych relacjach. A to, czy uda ci się je utrzymać, zależy od tego, czy twój nowy tryb spotka się ze zrozumieniem u twoich znajomych, czy nie.

– Jesteś pasożytem przez 6 lat

Prowadzenie pasożytnictwa latami i drenowanie możliwości finansowych swoich bliskich to nieodłączny element medycyny. Student zazwyczaj spędza większość czasu na nauce, więc podjęcie pracy na cały etat jest wykluczone. Pół etatu? To przepis na szybki upadek po całkiem niezłym wzlocie. Weekendy? Mam kilku znajomych, którzy w pogoni za pieniędzmi (chyba tylko po to, żeby udowodnić rodzinie, że mogą w części utrzymać się samemu) spędzają soboty i niedziele sprzedając swój czas za połowę jego wartości sprytnym pracodawcom. Co ciekawe, to nie właśnie studenci pochodzący z biedniejszych rodzin uprawiają to marnotrawstwo, ale ci ze średnio zamożnych poddają się złudnemu uczuciu „usamodzielnienia” (w cudzysłowie, ponieważ zwykle jest to ok. 50 procentowe usamodzielnienie). Moim zdaniem pomysł ten nie działa, i to z dwóch powodów. Po pierwsze ciężko mi wymyślić miejsce pracy, które godnie zapłaci studentowi pracującemu jedynie w wolne weekendy. Taki pracownik zwyczajnie nie jest wartościowy, gdyż ani nie można wykorzystać w pełni jego potencjału, ani nie opłaca się w niego inwestować, skoro na pewno opuści miejsce pracy z ukończeniem studiów. Po drugie, mając na uwadze ilość godzin spędzonych na nauce i codziennej walce o przetrwanie na zajęciach może lepiej potraktować weekend jako skarbiec czasu. Takie zabezpieczenie, skarbonkę, którą możesz rozbić, żeby odstresować się i zająć swoim hobby, otworzyć zakurzone książki, albo nadrobić zaległości na studia. Dla mnie weekend to świętość i nie wyobrażam sobie spędzać go pracując za grosze podając kawę. No dobrze, ktoś zauważy, że rodzina może nie być w stanie zapewnić utrzymania studentowi. Jednak, jak wcześniej wspominałem takie przypadki radzą sobie w inny sposób. Inwestują więcej swojego czasu w naukę i przykładają się bardziej niż pozostali, co skutkuje uzyskaniem stypendium naukowego. Swoją drogą jest jeszcze stypendium socjalne, którego celem jest pomoc studentom, którzy borykają się z trudnościami finansowymi. Rozumiem potrzebę materialną oraz rozumiem potrzebę usamodzielnienia się od rodziców. Należy się pogodzić z tym, że specyfika medycyny nie pozwala ani na jedno, ani na drugie, a życie skazuje nas na los pasożyta. Fakt więc pozostaje faktem: studenci medycyny zdani są na pomoc rodziny. Różnicą jest tylko to, czy kroplówka finansowa leci ciurkiem, czy spada miarowo, bezustannie dostarczając życiodajne złotówki. 

Dodaj komentarz