Ateny część III
Świątynia Zeusa Panatejskiego

Ateny część III

Chleb pachnie lepiej w Grecji? – Starożytni mieli rozmach – Łapać złodzieja – Prawdziwy przyjaciel

CZWARTEK

Pora na parę słów na temat codziennego śniadania w Grecji. Przecież zaraz po pobudce nie szedłem jeść śniadania w knajpce. Zamiast tego zaopatrywałem się w pobliskim sklepie. Co znajdziemy w greckim odpowiedniku Żabki? Postanowiłem przetestować podstawowe produkty takie jak chleb, ser, szynka i po kilku dniach ze smutkiem ogłaszam werdykt: greckie odpowiedniki tych produktów są po prostu jakościowo lepsze. Po zjedzeniu kilku kawałków chleba z Żabki staram się jak najszybciej zapomnieć o posiłku. Z czym innym miałem do czynienia w kraju muz i winorośli . Z nieposkromionym apetytem sięgałem po kolejne kawałki, z których każdy następny pachniał jeszcze lepiej, chrupiąca skórka dodawała apetytu, zapach działał na wyobraźnię. Chleb pobudzał wszystkie zmysły, nie inaczej było z serem czy winem. Za wszystko nie zapłacimy dużo więcej niż w Polsce, natomiast nasz dzień zacznie się smacznym posiłkiem.

Od samego rana zdawałem sobie sprawę z napiętego grafiku, na mojej trasie pozostało jeszcze kilka punktów do zobaczenia, pocztówki czekały na chwilę inspiracji, a wieczór (grecki wieczór, czyli około 22) zarezerwowany był na spotkanie z Fene. Wówczas domyślałem się, że nadchodzącej nocy nie wykorzystam na sen i mój piątkowy lot będzie okazją do nadrobienia jego poważnego niedostatku. Jakże się myliłem!

Ruszyłem w kierunku Świątyni Zeusa Olimpijskiego. Jest to wyjątkowy zabytek, perła w koronie świata starożytnego, pokaz kunsztu i najwyższych umiejętności rzemieślników, dorobek  antycznego świata, skrzyżowanie kultury, sztuki, religii, idei i myśli. Pomnik nigdyś znajdujący się w świątyni przedstawiał siedzącego na tronie króla bogów Zeusa i wykonany był w całości ze złota i kości słoniowej. Jeden z siedmiu cudów świata. Przez wieki przyćmiewał monumentalizmem i bogactwem wszystko w promieniu setek kilometrów. Poganie rzucali się przed nim na kolana, chrześcijanom słowa więzły w gardle na widok pomnika. Moje podekscytowanie nie ustąpiło, gdy ujrzałem dzisiejszą kondycję przybytku. Zachowany w niewielkim stopniu, nadgryziony zębem czasu nie zachwyca jak kiedyś, jednak wyobraźnia może to zrekompensować. Na monumentalność budowli wskazują rzędy kolumn w porządku korynckim; wykonane z marmuru giganty są misternie zdobione i wskazują na ogrom środków i pracy, jaką starożytni włożyli w konstrukcję. Co ciekawe pierwsze miały miejsce już ponad 500 lat p.n.e. Zniszczenie, pożoga i zgliszcza, które pozostawiły po sobie wojny przetaczające się przez Półwysep Peloponeski (z Persją, Macedonią, Imperium Rzymskim) nie pozwoliły na prowadzenie ciągłych prac nad świątynią. Jedynie czasy dobrobytu, które od czasu do czasu powracały do Hellady umożliwiły co bogatszym władcom na opłacenie warsztatów rzemieślniczych. Budowę sfinalizował dopiero rzymski cesarz Hadrian w 138 roku n.e. Przechadzając się wokół pozostałości nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że coś jest nie tak. Sześciometrowe kolumny w zależności od perspektywy wydawały mi się raz proste, a raz wybrzuszone. Zauważyłem, że promień musi się różnić w zależności od wysokości. W celu rozwiązania zagadki wdałem się w pogawędkę z grupą turystek, które jednak były przekonane o zachowanej przez kolumny prostocie, co tylko pogłębiło moją ciekawość. Nie miały racji. Grecy stosowali sztuczki architektoniczne i doskonale wiedzieli jak działa ludzkie oko wpływając świadomie na obraz budynków jaki odbiera nasz zmysł wzroku. Dla zainteresowanych tekst o greckich iluzjach optycznych tutaj. W skrócie: jak linie mają wydawać się z daleka proste to muszą być krzywe. Stąd nadzwyczajna harmonia i ład konstrukcji starożytnych.

Świątynia Zeusa Panatejskiego Ateny
Świątynia Zeusa Panatejskiego
 

Kolejnym punktem było Muzeum Akropolu. Pomyślicie: jakieś tam kolejne muzeum, pośród tysięcy innych. Otóż nie! Jest to najlepsze muzeum w jakim byłem. Po pierwsze gromadzi pasjonujące eksponaty sięgające czasów Grecji archaicznej i to nie jakieś powykrzywiane kawałki marmuru, tylko cenne znaleziska. Po drugie są opisane w ciekawy sposób, tak, że przy odpowiedniej wiedzy na temat historii i mitologii byłem w stanie delektować się losami zabytków. Po trzecie, jest świetnie zaprojektowane, jedno z pięter to Partenon ze swoimi płaskorzeźbami. Wszystko w skali 1:1!

Miałem szczęście, gdyż zwiedzanie akurat zaczynała anglojęzyczna grupa turystów, do której śmiało dołączyłem. Od przewodniczki dowiedziałem się między innymi, że (tak jak podejrzewałem) projektant muzeum bardzo się przy swoim dziele postarał i chociażby zaprojektował szklaną podłogę. Dlaczego w ogóle warto o tym wspominać? Teraz niech damska część czytelników pomyśli. W czym innym niż przewiewnej sukience można chodzić po Atenach w prażącym słońcu? Efekt jest widoczny. Sprawdźcie sami jak odwiedzicie stolicę Grecji.

Pora na chwilę zachwytu nad Partenonem. Świątynia Ateny Partenos (dziewicy) ozdobiona jest z czterech stron metopami. Ponadto od wschodu i zachodu występują tryptyki. Płaskorzeźby są niewątpliwie arcydziełem. Od strony północnej przedstawione są sceny zdobycia Troi, rodem z Iliady Homera. Mury są forsowane, herosi zaciekle rozprawiają się z Trojanami, Eneasz ucieka. Strona zachodnia ukazuje sceny walki Hellenów z Amazonkami, krwawego plemienia wojowniczek. Południowa ściana świątyni to Centauromachia. Plemię Lapitów ściera się z niedoskonałymi pół ludźmi-pół końmi starając się odzyskać porwane kobiety. Żadna ze stron nie ma przewagi, a mimika na twarzach postaci zdradza cierpienie, wieczny wysiłek, walkę w imię swojej racji. Jest to metafora, która opisuje życie jako wieczne zmaganie. Przypieczętowuje ją wiek przybytku; w końcu bohaterowie płaskorzeźby uwięzieni w swoich pozach walczą tak od paru tysięcy lat. Na wschodniej ścianie świątyni widnieje Gigantomachia. Na codzień skłóceni bogowie olimpijscy jednoczą się i stają do walki z pomiotami Tartaru. Pierwsza w wir walki rzuca się patronka miasta, Atena. Inni bogowie zaklęci w marmur od wieków przedstawieni są jako potężne istoty, których nie imają się nawet straszliwi giganci. Tryptyk zachodni to wyobrażenie legendy miasta, rywalizację Ateny i Posejdona krzyżujących w centralnym punkcie swoje bronie włócznię i trójząb. Szeregi ich stronników stoją naprzeciwko, wspierając jedną, bądź drugą stronę. Najznamienitsza moim zdaniem płaskorzeźba, tryptyk zachodni to ukazanie cyklu dnia. Z lewej strony swoim ognistym rydwanem nadjeżdża Helios niosąc dzień, z lewej opuszcza tryptyk Selene, bogini nocy. Między nimi bogowie wykonują codzienne czynności, które były esencją życia antycznego mieszkańca Aten. Możemy tylko wyobrażać sobie jakie wrażenie wywoływały te sceny na Grekach dwa tysiące lat temu. Po dzień dzisiejszy Partenon jest symbolem miasta, co nie może dziwić.

Tradycją stało się już, że wysyłam pocztówki z moich podróży, dlatego i tym razem nie mogło być inaczej. Niestety po raz pierwszy w życiu zdarzyło mi się zapomnieć długopisu, więc udałem się na spacer po uliczkach Plaki poszukując ładnego egzemplarza. Bardzo szybko zorientowałem się, że jest to zadanie niemożliwe, ponieważ wszystkie sklepy oferowały te same produkty, które wyglądały gorzej niż przedmioty codziennego użytku Greków sprzed dwoma tysiącami lat. Wolałbym już chyba wykopać starożytny długopis, gdyby tylko Ateńczycy znali tajniki wyrafinowanej sztuki ich produkcji. Szybko wpadłem na inny pomysł pozyskania długopisu, mianowicie postanowiłem poprosić o niego „znajomego”. Rozejrzałem się po okolicy i nie dostrzegłem żadnego. W tej sytuacji należało po prostu zdobyć jednego i to zasobnego w pożądany przedmiot. Zainteresowała mnie kobieta, która zrobiła użytek ze studzienki kanalizacyjnej. Ze względu na jej wzorek pokrywała ją czarną farbą i odbijała na gładkim T-shircie, co nadawało im niepowtarzalność. Robiła to masowo i nie ograniczała się tylko do T-shirtów. Kiedy trochę się poznaliśmy opowiedziała mi o swoim sklepie, do którego link znajdziecie tu i spytała, czy chciałbym się przyłączyć, co z chęcią zrobiłem, sam wykonując odbitki na kilku koszulkach. Muszę przyznać, że to bardzo kreatywny sposób na biznes, który łączy prostotę ze skutecznością. W dodatku dobrze jej idzie, gdyż w różnych krajach odbywają się wystawy jej odbitek. Niestety moja nowa znajoma nie miała długopisu, więc wymyśliłem, że pójdę do zaprzyjaźnionego kelnera, który pojawił się w części I wyprawy do Aten. Mężczyzna chętnie porozmawiał ze mną dopytując o wrażenia z wycieczki i chwilę później dostałem od niego upragniony długopis.

Pocztówki Ateny
Pocztówki

Dosyć późno zadzwoniłem do Fene, która dała mi wskazówki co do tego, jak dojechać na miejsce spotkania. Miałem udać się metrem na określoną stację. A skoro o tym środku transportu mowa, to warto powiedzieć na temat jego funkcjonowania parę słów więcej. Jak wspominałem wcześniej, maszyny do zakupu biletów były niemożebnie nieintuicyjne i wprawiały mnie w konsternację. Tego problemu do końca wyjazdu nie rozwiązałem, raczej dlatego że… nie musiałem. Kiedy zmagałem się we wtorek z biletomatem kilka osób powiedziało mi, że system bramkowy został wprowadzony do ateńskiego metra dopiero niedawno i trwa okres przygotowawczy, aby mieszkańcy przyzwyczaili się do nowości. Oznaczało to nic innego, jak to, że kontrole biletów zostały zawieszone, a bramki były zawsze otwarte. Podróżując metrem wolałem się zawsze upewnić, że jadę w dobrą stronę. Co prawda ufałem swojej orientacji w terenie, ale wolałem zapytać innego pasażera, aby w przypadku pomyłki nie podróżować na próżno w stronę przeciwną, co wiązałoby się z nonsensowną stratą czasu.

Na uliczkach panowała towarzyska atmosfera. Ludzie zgromadzeni w skupiskach tańczyli, jedli mięso i wesoło gaworzyli, a pośród tłumów lokalni muzycy dostarczali rozrywki. Zaczynał się karnawał i co chwilę moim oczym ukazywała się kolejna grupa. Fene wraz z jej przyjaciółmi odnalazłem w spokojniejszej alejce. Byli to nowi znajomi, dlatego początkowo nie wiedziałem czego się po nich spodziewać, ale okazali się żywo zainteresowani moją osobą i chętnie zadawali pytania na przeróżne tematy. Ja z kolei wciąż nie mogłem przyzwyczaić się do zdziwienia jakie towarzyszyło rozmówcom, gdy informowałem ich o stanie osobowym mojej wycieczki. Gościnność to chyba narodowa cecha Greków; nie dość, że zostałem przyjacielsko przyjęty, to jeszcze zaoferowali mi strawę, wino i tytoń. Każda jedna rzecz była znakomita. Od Fene dowiedziałem się więcej o przebiegu karnawału w Grecji i tradycji jedzenia samych produktów mięsnych na jego początek. Przy okazji pozdrawiam wegańskich czytelników! Zawsze fascynowało mnie, jak to jest ze znajomością mitologii wśród Greków oraz jak patrzą na swoją historię i dlatego nie omieszkałem o to zapytać. Parafrazując słowa Fene cały naród raczej zna mitologię i traktuje ją jak zbiór bajek, chociaż wciąż są ludzie czczący bogów olimpijskich, przykładowo greccy neonaziści (ze Złotego Świtu). Z historii są dumni, ale co im po glorii zamierzchłych czasów, jak trzeba żyć tu i teraz. Brzmiało to dosyć pesymistycznie; wypowiedź mojej przyjaciółki znajduje swoje uzasadnianie w kryzysie, który poważnie zachwiał Grecją i wciąż trwa, choć w mniejszej skali.

Poznajcie resztę członków ekipy. Chłopak Fene to kucharz pracujący sezonowo, otwarty i sympatyczny druh po trzydziestce. Lukas, kucharz w podobnym wieku, przy kości, jeszcze bardziej otwarty i serdeczny. Yfne (przepraszam Cię za fonetyczny zapis) i Marię, dwie urocze studentki teatru. Dołączyliśmy do parady karnawałowej, gdzie obdarzono nas piwem i bawiliśmy się w tłumie, przy budujących klimat dźwiękach tradycyjnych piosenek. Spotkaliśmy tam przyjaciół moich kompanów, z których jeden przeżył tej nocy straszne chwile. Powiedział nam, że skradziono jego motorower, co zauważył przed chwilą. Nastrój od razu się pogorszył, Lukas złorzeczył na złodziei, a poszkodowany udał się zgłosić kradzież na policję. Wrócił do nas po długim czasie z dobrymi wieściami. Jego zaginiony pojazd został odnaleziony! Przez policję, zapytaliśmy? Nie, odpowiedział, przypomniało mi się, że zostawiłem go w innej alejce.

Spokój zagościł na twarzach znajomych i szybko wróciliśmy do zabawy. Każdy rozmawiał, śmiał się i tańczył. Było to wspaniałe widowisko, a zarazem przeżycie, którego stałem się częścią i które upewniło mnie o wyjątkowości południowej kultury. W pewnym momencie Lukas oznajmił mi, że nie jestem po prostu ich gościem. Kontynuował widząc moją zdziwioną minę: „jesteś kimś więcej, jesteś jednym z nas, częścią naszej społeczności. Jak chcesz coś zobaczyć, dowiedzieć się, pytaj. Jak czegoś potrzebujesz, powiedz nam. Chcesz piwa? Zamówię Ci piwa Chcesz zapalić? Zapalimy. Jesteś jednym z nas”.

Dalsza część historii: Ateny część IV

Dodaj komentarz