Ateny część II
Parlament

Ateny część II

Czyli o fałszywej prognozie pogody, wszechobecnej historii, o tym o czym rozmawiają dziewczyny  po próbie podrywu i gospodarzu dobrodzieju.

ŚRODA

Rano obudziło mnie słońce, które nieproszone wdarło się do pokoju i łaskotało mi powieki. No tak, zapomniałem zasłonić rolety, pomyślałem. Dopisywał mi nastrój po poprzednim wieczorze, który przybliżył mi trochę sytuację panującą w Grecji. Nie ma cenniejszego źródła informacji o życiu w innym kraju, niż dyskusja z jego mieszkańcem. Nigdy nie zobaczył bym tak żywego obrazu realiów, jaki pomogła mi nakreślić moja nowa znajoma w polskich mediach. Wymieniliśmy się z Fene numerami i umówiliśmy na czwartek, wiedziałem więc już co będę robił za dwa dni.

Od początku dnia towarzyszyło mi zdumienie; na środę zaplanowałem zwiedzanie muzeów, gdyż przewidziany był ulewny deszcz, tymczasem na niebie leniwie (po grecku) płynęło sobie kilka chmur i to bez zamiaru wszczęcia opadów. Niemniej jednak postanowiłem działać zgodnie z wcześniej nakreślonym planem.

Udałem się na metrem na Plac Konstytucji, gdzie moim oczom ukazał się pierwszy punkt wycieczki- parlament. Lekki uśmiech cisnął mi się na twarz, budynek nie wyglądał bowiem tak imponująco jak powinien wyglądać jeden z najbardziej reprezentatywnych w kraju. Żółto-pomarańczowy kolor bynajmniej nie dodaje mu majestatu, a i zabawny ubiór gwardii honorowej (Ewzonów)- spódniczki i buty z pomponami nie łączy powagi z tym miejscem, co biorąc pod uwagę obecny kryzys i kierunek polityki greckiej jest całkiem ironicznym spostrzeżeniem. Wybrańcy strzegący Grobu Nieznanego Żołnierza co godzinę odbywają zmianę warty, która znajduję na pograniczu patosu i groteski.

Parlament Grecja Ateny
Parlament

Następnym przystankiem było Muzeum Bizantyjskie i Chrześcijaństwa. Szczęśliwym trafem, kiedy znalazłem się w środku oprowadzanie rozpoczynała anglojęzyczna przewodniczka, więc jak gdyby nigdy nic dołączyłem się do jej grupy. Samo w sobie muzeum nie należy do najbardziej atrakcyjnych, w jakich byłem, natomiast płynąca z ust narracja tej niezwykle oczytanej kobiety nadrabiała ubogość eksponatów. Ucieszyłem się, ponieważ sprawiała wrażenie szczęśliwej, że mogła przekazać kolejnej osobie swoją wiedzę. Kiedyś bardzo interesowałem się historią Bizancjum i poszukiwanie wątków bizantyjskich w różnych kulturach to dla mnie swego rodzaju hobby, jest sportem, który wymaga odnajdywania cech charakterystycznych, określania istoty wydarzeń wraz z ich skutkami i łączenia faktów. Sportem, w którym narzędziem jest mój umysł, a wygraną satysfakcja.

Kolejny punkt zwiedzania- Muzeum Benaki. Zawierało kilka ciekawych eksponatów, natomiast nie udało mi się znaleźć żadnej grupy z przewodnikiem, więc oglądałem je na własną rękę. Warte wspomnienia jest rękodzielnictwo z okresu starożytności oraz średniowiecza, a także biżuteria bizantyjska, która wcale nie ustępuje teraźniejszej i po dziś dzień można podziwiać jej kunszt, misterność detali i bogactwo. Oprócz tego w muzeum sporo przykładów greckiego folkloru. Ciężko mi powiedzieć czy polecam, na pewno wejście z przewodnikiem byłoby bardziej pasjonujące.

W końcu nadszedł czas na odetchnięcie od zakurzonych eksponatów i wyjście na świeże powietrze. Niedalekim, a następnym ciekawym obiektem pod względem historycznym  obiektem był Stadion Panateński. Za niewielką opłatą (która tym razem mnie nie ominęła) można przejść się po trybunach. Widok jest imponujący, stadion jest w całości wykonany z białego marmuru, a z wyższych stanowisk roztacza się inspirujący widok na resztę miasta. Odbyły się tam pierwsze nowożytne igrzyska olimpijskie w roku 1896. Poza tym, kto nie chce usiąść w pierwszym rządzie na najbardziej honorowym miejscu, czy powygłupiać się na podium? Zwiedzanie poza sezonem, kiedy nie ma natłoku turystów posiada tę zaletę, że miałem cały stadion praktycznie dla siebie. Wygłodniały jak wilk ruszyłem na poszukiwania obiadu w kierunku Plaki, czyli dzielnicy znajdującej się w sercu Aten. A co na obiad? Przepyszne souvlaki.

Stadion Panateński Ateny Grecja
Stadion Panateński

Spacerowanie po stolicy Grecji ma w sobie urok. W różnych miejscach, w labiryncie uliczek ni stąd ni z owąd wyrastają przed nami kościoły. Z każdym związana jest jakaś historia, każdy odegrał jakąś rolę. Dziś porozrzucane między restauracjami i hotelami dodają okolicy pewnej magii, a znajdywanie ich w zupełnie niespodziewanych miejscach sprawia wiele frajdy. Podobnie graffiti, bardziej lub mnie udane, muszę przyznać, że wygląda interesująco i wypełnia przestrzeń miejską w sposób bardzo udany. Centrum jest lekko zapuszczone i kryje w sobie wiele tajemnic, a odkrywanie ich jest obowiązkowym punktem na mojej liście. Mogę więc zaryzykować stwierdzenie, że jest to najbardziej intrygujące centrum jakie do tej pory widziałem. Jednym słowem: przechadzka po Place polecam całym sercem.

Plaka Ateny Grecja
Plaka

Ludzka praca, miejscowa kultura i mentalność społeczeństwa odciskają piętno na architekturze i organizacji miasta. Warto o tym pamiętać; końcowy efekt jest w końcu wypadkową działań, wpływów i inspiracji mieszkańców, dlatego znajdując się za granicą i próbując zrozumieć istotę miejsca, w którym się znaleźliśmy polecam zastanowić się nad przyczynami stanu rzeczy. Co sprawiło, że wszystko wygląda tak, a nie inaczej?

Graffiti Plaka Ateny Grecja
Graffiti
 

Na koniec najlepsze

Jak co wieczór wyruszyłem na poszukiwanie przygody. Kto wie co ciekawego może mnie spotkać? Ruszyłem w kierunku najbardziej zatłoczonych arterii miasta. Pod koniec drugiego dnia w Atenach moja orientacja oraz rozeznanie w okolicy zdecydowanie się polepszyły. Z pozornego chaosu miasta zaczęły układać mi się schematy, plątaniny uliczek przestały przeszkadzać w poruszaniu się. Tak przynajmniej myślałem. Posługując się dość żałośnie wyglądającą jak na XXI wiek papierową mapką centrum, którą znalazłem gdzieś po drodze spacerowałem obserwując uważnie nocne życie mieszkańców. Szukałem kilku obiektów, które chciałem ujrzeć oświetlone nocą i trzeba przyznać- wyglądały imponująco. Ostatecznie jednak zupełnie się zgubiłem i nawet moja mapa nic nie mogła na to poradzić. Tak właśnie skończyło się moje przekonanie o rozeznaniu w terenie. Właściwie to nawet się ucieszyłem, najwyższa pora żeby kogoś poznać- pomyślałem. Kiedy tak siedząc na murku kościoła rozglądałem się po przechodniach spostrzegłem dwie dziewczyny niewątpliwej urody siedzące nieopodal. Już miałem się odezwać, ale w tym momencie podeszło do nich dwoje chłopaków i rozpoczęło konwersację. Przyglądając się z ciekawością całej czwórce doszło do mnie, że nie jest to zwyczajna rozmowa, a na moich oczach właśnie dokonuje się próba podrywu. Wybaczcie chłopaki, że to mówię, ale ewidentnie Wam nie szło, dziewczyny zachowywały dystans. Dość komicznie wyglądało gdy jeden z nich przysiadł się, a dziewczyna się odsunęła. Jak dostrzegłem, że nic z tego nie będzie to pomyślałem, że podejdę i dowiem się gdzie jestem, a przy okazji pośmieję się trochę z ich umiejętności. Albo na odwrót. Sam nie wiem. Jak pomyślałem tak zrobiłem i zaraz potem znałem już wszystkich paląc całkiem dobry tytoń jednej z dziewczyn. Panowi byli z początku zdezorientowani i podejrzewam, że trochę na pokaz byli dla mnie wyjątkowo mili, ale zaraz po tym jak dziewczyny odeszły w swoją stronę ton rozmowy się nie zmienił. Costas i John (dla ułatwienia podał mi anglosaską wersję imienia) opowiedzieli mi o tym, że należą do czegoś co miało być szkołą podrywu i poznają tajniki tego skomplikowanego fachu. Celem miało być wzięcie numeru telefonu. Uznałem, że dołączenie do nich to świetny pomysł na wieczór, bardzo zabawny i rozszerzający znajomości. Tak zaczęliśmy spacer po mieście rozmawiając, pijąc dobre (a jakie tanie!) wino i co jakiś czas zaczepiając dziewczyny. Ja co prawda tego numeru nie chciałem, ale z Greczynkami rozmawiało się przyjemnie. Chłopaki wyglądali na zadowolonych z siebie, mimo raczej nieudanych podejść. Wtedy powiedziałem, że pokażę im jak się to robi. Jak na ironię nie miałem szczęścia i po wymienieniu kilku uwag na temat Aten z dwójką Greczynek pożegnałem się  widząc, że rozmowa się nie klei i usiadłem nieopodal z Costasem. Przysłuchiwał się uważnie ich rozmowie i zapytał czy wiem o czym rozmawiają. Rzuciłem pytające spojrzenie. O czym? Nie o nas, odpowiedział. Rzuciłem mu spojrzenie udawanego zawodu, po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem.

Wieczór miał się ku końcowi, ale stwierdziliśmy, że przejdziemy się coś zjeść. W wybranej przez Johna knajpce mieliśmy złożyć zamówienie, ale gospodarz powiedział nam, że zamykają. Weszliśmy z nim w ciekawą rozmowę, a zaraz potem przyniósł nam Tsipouro, z uśmiechem podał mi kieliszek i chciał żebym spróbował oraz ocenił lokalny trunek. Przypadł mi do gustu, więc spróbowałem więcej. Było to miłe zakończenie wieczoru. Przy okazji powiedzcie, ile razy właściciel zaprosił Was na alkohol na koszt lokalu po zakończeniu pracy? Witamy w Grecji! 😀

Dalsza część historii: Ateny część III 

Dodaj komentarz