Ateny część I

Ateny część I

Luty 2018. Zdecydowałem się jechać samemu na 4 noce do stolicy Grecji. Z tego co czytałem 3 pełne dni to aż nadto, aby najciekawsze punkty miasta zwiedzić, ale życie nocne mieszkańców znajduje się na honorowym miejscu mojej listy poznawania kultury, więc musiałem doliczyć odrobinę więcej czasu. Tutaj opiszę co zastałem na miejscu wraz ze swoimi przygodami, natomiast tych, których interesują szczegóły techniczne wycieczki+recenzja miasta+porady zapraszam tu: Ateny podsumowanie [wpis powstanie niebawem].

PONIEDZIAŁEK

Wylądowałem późnym wieczorem na lotnisku w Atenach i od razu ruszyłem w kierunku metra. Muszę powiedzieć, że miałem problem z zakupem biletu, nie wiem czy to kwestia mojego nierozgarnięcia czy nieintuicyjnych maszyn, na których można kupić takowy. Nie dało nic zwrócenie się do innego klienta, gdyż ten także nie wiedział jak trzeb prawidłowo „przeklikać maszynę”. Dopiero zwrócenie się do Pana w okienku pomogło (dziękuję! :D). Wytłumaczył mi wszystko w najprostszy sposób poprawną angielszczyzną (która nie jest tak oczywista w Grecji) i sprzedał bilet do miasta.

Podróż metrem oceniam bardzo dobrze, pojawiła się we mnie świadomość tego, że jestem sam za granicą słysząc wymieniane kolejno stacje w języku greckim. Lubię to uczucie. Napięcie zastąpiło zrelaksowanie. Wiedziałem już, że fantastycznie będę się bawił przez kilka następnych dni.

W umówionym miejscu czekał na mnie Teo (świetny gospodarz, polecam :D), zaprowadził mnie do mieszkania, w którym miałem spędzić następne kilka nocy. Po drodze przeżyłem pierwsze kulturowe zderzenie, Teo poprowadził mnie przez ruchliwą ulicę w zupełnie losowym miejscu. Moje zdziwienie było tym większe gdy ujrzałem grupę ludzi przechodzących BEZ POŚPIECHU na czerwonym świetle. Nie wiem jak zapatruje się na to prawo w Grecji, ale wszyscy tak robią i w mieście panuje powszechne przyzwolenie dla tego typu zachowania. Ode mnie wielki plus dla Greków za normalne, dojrzałe podejście (Dlaczego jak nic po niej nie jedzie ktoś miałby być karany za przejście przez drogę? Jak coś cię potrąci to jako pierwszy poniesiesz konsekwencje swojego zachowania).

W mieszkaniu Teo opowiedział pokrótce o okolicy, poruszaniu się w mieście i dał kilka rad. Ucieszyłem się, że pomimo braku wyżywienia w ofercie dostępna była dla gości herbata i kawa. Zapytał mnie czy idę spać na co wybuchnąłem śmiechem i odparłem, że nie leciałem dwóch tysięcy kilometrów po to żeby spać. Udałem się więc do centrum imprez dzielnicy, była to jedna ulica wypełniona pubami.

O alkoholu słów kilka

Spotkało mnie kolejne miłe zaskoczenie- przy zamawianiu alkoholu dostaje się małą przekąskę (jak chipsy, orzeszki) i (niekiedy) szklankę wody gratis. Jest to część kultury picia alkoholu w Grecji. Dbamy przy tym o to, żeby nie być głodnym oraz o nawodnienie organizmu. Dbamy też o to, żeby nie wypić za dużo. Uprzedzając fakty, dowiedziałem się, że w Grecji picie w miejscach publicznych jest legalne. Kupując piwko w sklepie sprzedawca z uśmiechem usunie nam kapsel i do tego otrzymamy słomkę dla wygody. Przez cały wyjazd pomimo braku regulacji prawnych na tym polu nie widziałem ani jednego zapitego człowieka. Da się? Da się :D.

Wracając…

Tego wieczoru poznałem kobietę ze Szkocji, na oko 35 lat, z którą spędziłem sporo czasu rozmawiając o błahostkach. Zdziwiłem się, ponieważ znała sporo polskiego, np. bardzo zabawnie przeklinała komary. W tle panował harmider spowodowany przybyciem ok. 10 młodocianych Włochów, którzy wrzeszczeli i robili ogólne zamieszanie. Włosi… jak to Włosi. Poza tym sprawdziłem jeszcze kilka pubów żeby rozeznać się w okolicy i wróciłem do pokoju.

WTOREK

Był to dzień zaplanowany na zwiedzanie obiektów znajdujących się na otwartym powietrzu. Słońce od rana przyjemnie prażyło skórę, więc pomysł był idealny. W drodze na Akropol zaczepił mnie kelner pobliskiej restauracji, z którym chwilę porozmawiałem o okolicy i okolicznościach mojego wyjazdu (potem okaże się pomocny :D). Przy wejściu na Akropol spotkało mnie kolejne miłe zaskoczenie- studenci z Europy zwiedzają za free. Muszę wspomnieć, że jestem miłośnikiem historii i kiedy zobaczyłem perełki architektury Starożytnej Grecji, oraz pozostałości po ich wspaniałej kulturze poczułem nieskrępowaną radość. To było jedno z tych miejsc, gdzie zapach historii wciągany jest przez nozdrza, gdzie człowiek wyobraża sobie przechadzającego się Peryklesa, nawołującego z podium Demostenesa, czy śmiejącego się w słońcu Diognesa z Synopy. Wspaniałe uczucie zobaczyć na własne oczy Pertenon, który do tej pory był jedynie abstrakcją znaną dobrze z czasów szkolnych, Propyleje i Erechtejon. Podstawą jest w takich miejscach znać dobrze historię, albo znaleźć dobrego przewodnika i wtedy wiedza ze szkolnej ławki dopełnia się i staje bardziej realna, atrakcyjna. Wrażenie zrobił też na mnie Odeon Heroda Attyka, którego pobudki budowy są godne podziwu. Dziewczyny, kobiety, czytelniczki, wyobraźcie sobie, że ktoś funduje na Waszą cześć teatr mogący pomieścić 5 tysięcy widzów!!!

teatr Dionizos Ateny
Teatr Dionizosa
odeon Heroda Attyka Ateny
Odeon Heroda Attyka
Propyleje Akropol Ateny klumny
Propyleje
 
Erchtejon Akropol Ateny
Erchtejon
 

Kolejnym punktem wyprawy było Wzgórze Filopapposa, z którego rozciąga się cudny widok na Akropol. Po drodze zaliczyłem kościół św. Dymitra, atrakcyjny ze względów historycznych. Jakich? Sprawdźcie sami! 😀 Potem praktycznie głodując poszedłem na obiad, gdzie zamówiłem musaki, oraz koguta z makaronem w sosie pomidorowym wraz z kieliszkiem wina. Posiłek spełnił moje wymagania bardziej niż myślałem, choć muszę przyznać, że dla musaki nie pojechałbym do Grecji ponownie. Wiecie co mam na myśli 😉

Kościół św. Dymitra Ateny
Kościół św. Dymitra
wzgórze Filiopapposa Ateny
Droga na wzgórze Filiopapposa
 
Akropol Ateny wzgórze Filiopapposa
Akropol
 

Wieczorem zapuściłem się w gąszcz uliczek w centrum. Błądziłem w okolicach Monastiriaki i Psiri chcąc zobaczyć jak wygląda życie nocne mieszkańców, poznać trochę topografii (praktycznie z każdego punktu widoczny jest Akropol, więc posługując się nim jak kompasem można określić swoje położenie) i przy odrobinie szczęścia poznać kogoś ciekawego. Z tym ostatnim mi nie wyszło, więc wpół do pierwszej zdecydowałem się wrócić w okolice mojego pokoju i pójść do tego samego miejsca co dzień wcześniej. Ulice w pobliżu mojego przystanku (Syngrou Fix) były opustoszałe, nie miałem więc nadziei, że zbliża się dobra zabawa. I nagle zobaczyłem grupkę 5 osób śmiejących się w oddali. Poczułem zew przygody i ruszyłem w ich kierunku. Po chwili miałem już piątkę nowych znajomych, z których najbardziej polubiłem Fene (przepraszam Cię Fene za fonetyczny zapis Twojego imienia) oraz chłopaka, którego imienia nie pamiętam, ale znaleźliśmy wspólny język jako, że oboje jesteśmy fanami ekstrawaganckich koszul i mieliśmy je właśnie na sobie. Poza tym była dziewczyna fenomenalnie władająca angielskim i dwie inne, małomówne. Z racji tego urządziliśmy doświadczenie społeczne i posadziliśmy je obok siebie. Grecka ekipa okazała się bardzo przyjazna, z chęcią częstowali mnie Greckim tytoniem, który wyjątkowo przypadł mi do gustu i pomimo, że na codzień nie palę, chętnie bratałem się z Grekami i tym sposobem. Poznałem również pierwszego łamańca językowego: Aspri petra xexaspri kai apo ton ilio xexasproteri, którym później imponowałem napotkanym Grekom. Kaleczenie języka, ale pokazywanie starań, żeby poznać bliżej kulturę danej nacji zawsze wywołuje szeroki uśmiech miejscowych. To bardzo prosta droga do wzbudzenia sympatii i zacieśnienia kontaktów.

Dalsza część historii: Ateny część II 

Dodaj komentarz